Gorzko-słodki wieczór

Art

20190125_182704

Na wernisażu w Bunkrze Monika Drożyńska przechwyciła mikrofon za zgodą i zgodnie z oczekiwaniem wszystkich. Wyraziła sprzeciw swój, nasz wobec połączenia tej miejskiej galerii z MOCAK-iem, czyli de facto jej likwidacji. Miejsce eksperymentu to nie muzeum. Opowiedziała historię siebie i Bunkra. Moja zaczyna się od mglistego czekania w bardzo długiej kolejce z tatą, dziecięcej kłótni o to, że nawet ja potrafię malować jak Picasso. Ile potem razy w życiu słyszałam zdanie, które wtedy padło z moich ust. Ważny dla mnie był cykl spotkań Odczarowywanie metody twórczej z Bartoszem Przybył Ołowskim i sfermentowana na niej KOMBUCHA z Ewą Tatar, Anią Batko, Kamilem Kuitkowskim. Gdyby nie sugestia Ani, żebym zrobiła performatywny spacer po krakowskich schodach, i gdyby nie zaproszenie przez Ewę (podobno spotkanej wtedy przez przypadek w Bunkier Cafe) Śominiki Dniegockiej do zrobienia performensu na finisażu (na który nie poszłam, co jest mi wypominane), mogłybyśmy się przecież z Śomi nie spotkać. Dzięki Bunkrowi przyjaźnimy się i współpracujemy od czterech lat, zrobiłyśmy razem nieskończoną ilość wydarzeń, a nawet efemeryczną wystawę w Meksyku, będzie też pierwszą artystką reprezentowaną przez moją powstającą właśnie galerię. Myślę o wszystkich chłopakach, których brałam do Bunkra na randki. Chociaż tak naprawdę i może wbrew normom panującym w krakowskim środowisku, jest dla mnie Bunkier Sztuki miejscem, gdzie chodzę sama. Uwielbiam te nieoczekiwanie powstające okienka w ciągu dnia, które pozwalają nadrobić wystawy, zanurzyć się w sztuce, być z nią sam na sam. Może wszyscy powinniśmy opowiedzieć własne historie #mojbunkier i uświadomić urzędnikom znaczenie tej instytucji.

Wczoraj zadecydowano o częściowym ubezwłasnowolnieniu mojego przyjaciela-artysty. Pewnie wiecie, o kogo chodzi, ale proszę nie piszcie imienia tej osoby w komentarzach na fb. Nie mam słów na skandaliczność tej sytuacji, choć może jeszcze napiszę o niej bardziej zdecydowanym tonem, kiedy przeminie moja melancholia. Osoba zawsze płacąca rachunki na czas, bez długów, konsekwentna, która nigdy nie spóźnia się na umówione spotkania, wie czego chce. Co z tego, że żyje trochę inaczej niż większość społeczeństwa, w domu ma rzeźby ze śmieci, zaczepi czasem przechodnia.

System nie rozumie sztuki współczesnej, nawet nie próbuje zrozumieć zanim stłamsi.

Idę na zakupy. Nie mogę kupić wina na jutrzejszy finisaż rzeźby mojego dziadka w Domku na Kasprowicza, ponieważ nie wzięłam plecaka, a chodzę teraz o kulach i inaczej sobie nie poradzę. Kuśtykam do domu, zaczynam wyjmować klucze, gdy widzę jak świetlisty prostokąt okna naszej piwnicy-salonu-galerii wdziera się w mural Mikołaja Rejsa. W nim Damien i kot leżą na gwieździstej kanapie.

20190125_202210

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s